Po raz pierwszy zobaczyłam ten lakier na paznokciach mojej koleżanki mniej więcej rok temu. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Postanowiłam go zamówić, ale niestety, był niedostępny w sklepie internetowym (na pocieszenie kliknęłam wtedy Sparrow Me The Drama ^.^). Jakoś to przebolałam i zdążyłam zapomnieć o tym różowo-fioletowym maleństwie, gdy pewnego majowego dnia znów na niego wpadłam. Tym razem nie odpuściłam i musiałam zdobyć Lucky Lucky Lavender.
Nietypowy odcień - ani to czysty róż, ani fiolet. Coś pomiędzy. Na pewno nie jest to kolor lawendy... Jakość typowa dla kremów OPI - nakładają się bezproblemowo, dwie warstwy pięknie kryją, całość pięknie lśni nawet bez topa.









